Siem ziomy.
Posted in Bez kategorii on Styczeń 13th, 2010 by adminSiem ziomy. Dzisiaj nie ma z czego się śmiać(sorry ale czasmi są takie momenty) ale i tak przeczytajcie!^^ A tak w ogóle to proszę o jakis szablon z TH(mój szablon sam wyraża jak bardzo potrzebuje nowego).
- Co wy tu do cholery robicie?! Gwałt zbiorowy, kazirodczy?!! Ruszajcie dupy, bo się do szkoły spóźnimy! – warknął Georg pośpiesznie pakując plecak
- Jakbyś zapomniał to my już nie chodzimy do szkoły, bo by nas te laski zgwałciły! – mądrzył się Tom
- Taki pewien jesteś? – spytał Georg – Dziś rano jak dostawałeś padaczki dzwonił manager, mamy przyjść do szkoły.
- Co?! – zdziwił się Gustav
- Jesus ludzie, nietrzeźwi jesteście? Tir was potrącił? Idziemy do szkoły, nie na lekcje, ale do SZKOŁY! Więc się pośpieszcie kurwa mać!
- No dobra, dobra… Co ty taki nerwowy? –zapytał Bill
- Nieważne, pośpieszcie się. – powiedział i zbiegł szybko z klatki schodowej. Chłopcy nie myśląc już wiele ubrali się w przyzwoite(na swój sposób) ubrania i zszedli na dół. Na dworze stał Georg, nerwowo „bawił się” sznurkiem od plecaka.
- Wsiadajcie. – powiedział krótko wskazując taksówkę stojącą za rogiem. Rozejrzał się i po chwili sam podążył w jej kierunku. Wsiedli do samochodu, po czym pojazd ruszył.
- Ale ty przecież masz… – zaczął Gustav
- Cicho siedź – przerwał mu Georg jak burej suce
Gustav zazwyczaj upierdliwy zadaję pytanie aż do skutku, teraz poczuł dziwne uczucie, że nie warto. Po dwudziestu minutach dojechali. Taksówka zatrzymała się z tyłu szkoły.
- Wysiadajcie. – powiedział Georg pośpiesznie otwierając drzwi.
- Georg o co tu …? – spytał Bill
- Nie zadawaj pytań i chodź. – odrzekł krótko i wysiadł. Przed szkołą stali rodzice chłopaków i dyrektorka szkoły, mieli nietęgie miny.
- Proszę za mną. – powiedziała dyrektorka. Wszyscy ruszyli za nią, panowała niezręczna cisza. Matka bliźniaków płakała cicho. Po chwili doszli do sekretariatu, dyrektorka otworzyła drzwi i powiedziała:
- Proszę wejść, tu nikt nie będzie nam przeszkadzał.
- Prze pani o co tu chodzi? – zapytał Bill
- Za chwilę się dowiesz chłopcze. – odpowiedziała krótko i usiadła za biurkiem.
- Niech pani powie, niech pani powie, że to nieprawda! – błagała matka Georga
- Proszę usiąść tam, zaraz wszystko wyjaśnię. – rzekła wskazując skórzaną sofę w kącie pokoju. Znów zapadła ta niezręczna cisza, Toma przebiegł zimny dreszcz na widok twarzy dyrektorki, Gustav rozglądał się niespokojnie huśtając się na krześle.
- No więc – zaczęła – Kilka dni temu do szkoły przyszedł list, z pogróżkami. Jego autor pisał, że nienawidzi was- całego zespołu i za wszelka cenę zniszczy. Potraktowaliśmy to jako wybryk zbuntowanego ucznia, lecz w późniejszym terminie przyszło kilka następnych listów o podobnej treści. W jednym z nich zamieszczony był plan zamordowania was, list przekazaliśmy psychologowi szkolnemu. Oświadczył, że to coś poważniejszego niż myśleliśmy. Wasi rodzice zadecydowali, że trzeba zapewnić wam należytą ochronę. Pewnie manager wam nie powiedział, ale do niego też przychodzą „te” listy. Zawierały fotomontaże.
Dyrektorka sięgnęła do szuflady i wyciągnęła z niej kopertę.
- Otwórzcie. – powiedziała
Tom niepewnie wziął kopertę do rąk, delikatnie otworzył i… oniemiał. Zimny dreszcz przemienił się w powiew lodowatego wiatru.
- Co tam jest? Tom? – spytał Georg i podszedł do Toma, wyciągnął mu kopertę z rąk, wyjął zdjęcia i rzucił je na biurko.
- Jesus! – szepnął. Zdjęcia przedstawiał chłopców, do ich głów doklejone były ciała ofiar morderstw, na dole każdego zdjęcia pisało: „ZABIJĘ! ZABIJĘ JAK PSY!!”. Co najdziwniejsze foty chłopaków nie pochodziły z żadnej sesji, były to amatorskie zdjęcia robione z ukrycia, niektóre z bardzo bliska. Wszyscy zamarli, nagle… ktoś zapukał do drzwi i powiedział:
- Poczta RX 7.
- Wejść. – odpowiedziała, do pokoju wszedł Dan, szkolny specjalista od komputerów i zarazem psycholog. Georga zdziwiło, że dyrektorka powierzyła mu po części sprawę, uważał Dana za niezorganizowanego, lecz miłego palanta, który na oglądał się za dużo „Dowodów zbrodni” i „Medycyny sądowej”.
- Pa-pa pani dyrektor – powiedział Dan, w rękach trzymał paczkę – coś przyszło.
- Połóż na biurku – rozkazała. Chłopak ostrożnie zostawi pudełko na stole. Dyrektorka wyjęła z szafki nóż do papieru, rozcięła taśmę na paczce i otworzyła ją… zamarła. Gustav schylił się by zerknąć do wnętrza pudełka, lecz wyraz twarzy dyrektorki nie pozwolił mu choćby drgnąć.
- Tt-t – wykrztusiła. Dan nie wytrzymał napięcia i nachylił pudełko by wysypać jego zawartość, po chwili coś odrzuciło go do tyłu i szepnął:
- O fuck!!
- Co? Co tam jest?! – spytał nerwowo Bill, pani Kaulitza podeszła do biurka i wysypała na blat zawartość paczki. Wszyscy zamarli. Z pudełka wysypało się: parę wycinków z Tokio Hotel, każdy „ozdobiony” napisem „POWYBIJAM WAS CHUJE!!!”; kolejny list z pogróżkami; „zaginione” t-shirty chłopaków zachlapane czymś przypominającym krew oraz… kobieca ręka z pierścionkiem na palcu(!), a do niej przyczepiona karteczka z napisem: „HE, HE, HE NIE POŻYJECIE DŁUGO GNOJKI!!! NIE MARTWCIE SIĘ ZAPEWNIŁEM WAM TOWARZYSTWO PO DRUGIEJ STRONIE!”.
- Cz-czyja to ręka – spytał drżącym głosem Gustav
- Dagmar Gehben, dziewczyny naszego managera. – szepnął Bill
- S-skąd wiesz?! – zapytał z niedowierzaniem Georg
- Bo to jej pierścionek zaręczynowy…
***
- Widzę, że mamy coraz mniej czasu. Słuchajcie uważnie, wyjeżdżacie dziś do Polski. Żadnych pytań. Wasze rzeczy są właśnie pakowane, zostaną dowiezione na miejsce. Za godzinę macie samolot, więc się pospieszcie! – powiedział dyrektorka
- Ale jak to?! Nic nie rozumiem! Nasze dzieci muszą uciekać do obcego kraju?!! Nie zgadzam się by mój syn pojechał gdziekolwiek!! – zaprotestowała matka Gustav
- Podczas pani nieobecności, razem z reszta rodziców i pani mężem ustaliliśmy, że tak będzie najlepiej. Chłopcy jadą tam w ramach wymiany szkolnej, poza tym wynajęta przez nas CIPAB(całodobowa , informacyjna, prywatna agencja bezpieczeństwa[sama nie wiem co to znaczy(?)]) opracował już dokładny plan ujęcia tego psychopaty, by wszystko poszło pomyślnie chłopcy muszą(!) opuścić kraj. – dokończyła dyrektorka
- No… to co my mamy robić? Teraz… – zapytał głupkowato Bill
- Ruszyć dupę i spieprzać na lotnisko, bo samolot wam zwali!! Za przeproszeniem… – wydarła się już widocznie wkurzona dyrektorka(ale wszystkich przytkało xD).
Chłopcy i ich rodzice bez słowa opuścili sekretariat…
